W ostatni czasie miałam przyjemność przeczytać biografię Jerzego Kukuczki napisaną na postawie zebranych wiadomości, faktów i wspomnień przyjaciół. Sztuki tej podjęli się Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski. Pozycja przyciąga miękką formą i ciepłą barwą okładki. Napisana starannie z zachowaniem chronologiczności. Ma nietypowy format B4 i kończy się na 400. setnej stronie.
Jerzy Kukuczka był himalaistą, pierwszym Polakiem, który w zawrotnym tempie zdobył wszystkie ośmiotysięczniki.
Przez całą książkę wraz z każdą przeczytaną stroną wspinałam się coraz wyżej i tak jak zdobywca szczytów ja też nie mogłam i nie chciałam pozwolić sobie na niewymagający odpoczynek. To historia o człowieku, który nie miał czasu na zwyczajne życie, gdyż jego życiem i prawdziwą miłością były góry, a im były wyższe tym bardziej pragnął je zdobyć. Żył od wyjazd do wyjazdu, i nie widział lepszej możliwości wyjazdu niż “teraz”, gdyż innej okazji może już nie być.
Gdy tak czytałam tą książkę z coraz większym apetytem szybko wcieliłam się w człowieka sukcesu, jakim był Jurek Kukuczka. Sama niedługo po przeczytaniu jej odkryłam istnienie trailu Apallachów o długości około trzech i pół tysiąc kilometrów, który został pokonany biegiem przez najwytrwalszego śmiałka w w czasie nie wiele większym niż 41 dni. Bieganie pociąga mnie podobnie jak Kukuczkę wspinaczka. Po przeczytaniu tej pozycji uwierzyłam i ja w swoją siłę i w to, że im dalej i mocniej będę ćwiczyć oraz biegać któregoś dnia i ja przebiegnę Apallaski trail jak Kukuczka zdobył wszystkie ośmiotysięczniki. Ta książka ma moc!
Mąż i żona – Zeruya Shalev
Mąż i żona – Zeruya Shalev
Mrówka w wielkim mieście
Ballada o dobrym dresiarzu Marek Kochan
Ballada o dobrym dresiarzu
Alita Yukito Kishiro
Alita Yukito Kishiro
Zwycięzca jest sam Coelho
Zwycięzca jest sam
100 dni po ślubie
10 Alchemik
Na tydzień przed urlopem (ach chorwacki urlopik 🙂 sięgnęłam po luźną i jednocześnie ulubioną pozycję z mnóstwem pozakreślanych miejsc markerem to pomarańczowym, różowym, a i zielone odcienie też się pewnie znajdą. To moja książka, a każdy ze swoją książką może zrobić co chce o ile nie brakuje mu fantazji 🙂 Kupiona w 2004 roku wciąż zawierała w środku paragon z nadrukowaną datą oraz trzema innymi pozycjami, z mojej ulubionej księgarni olsztyńskiej, w której jak się niedawno dowiedziałam otworzono bank (ach ta innowacja, modernizacja, urbanizacja i grom wie co jeszcze).
Alchemik. Ulubiona książka wielu na tym padole ziemskim jak by powiedziała moja nauczycielka polskiego. Dawno do Alchemika nie wracałam, ale to dobrze, bo za każdym razem znajduję coś dla siebie, czego wielu ludzi zapewne nie potrafi znaleźć w swoim prostym życiu, co zwykły pasterz znaleźć potrafił w swoim śnie. Ważne, żebyśmy byli szczęśliwi i wiedzieli czego chcemy. Ja chcę podróżować daleko, nie potrzebne mi ubrania lepsze od innych, nie potrzebuję samochodu za milion dolarów. Mój też jeździ i to się liczy. Spełnia swoją funkcję. Nie potrzebuję gadżetów, którymi sąsiedzi zazwyczaj chwalą się swoim sąsiadom. Wiem czego tak naprawdę chcę, a skoro miłości już sobie nie kupię to przynajmniej całą resztę mogę sobie zaplanować i po prostu ją spełnić. Czego życzę każdemu 🙂
9 “Moje pierwsze samobójstwo” Jerzy Pilch
MPS od czasów studiów zbierało wszelaki kurz z kilku pomieszczeń. Ciężko było mi przebrnąć dalej niż za pierwszą historię. Łudziłam się wiecznie, że pozostałe historie jak ta pierwsza na podobnym będą poziomie. Jak się pomyliłam. Pilch od niesamowitego zaciekawienia, nasycenia wręcz i smaku ogromnego robił na czytanie dalszej części książki, aby to znów na zmianę zanudzać na śmierć. Historia o pierwszym samobójstwie jak i partyjce nieodegranych szachów były napisane na współczesnym poziomie bedziew-piśmienictwa, aż śmiać mi się chciało, ale ile można czytać przekleństw, dup i rzygania skoro u mnie to słowa rzadko wymawiane, a wymawiane wręcz często przez margines społeczny, ode mnie daleki, i wręcz niedostrzegalny (przecież się nie będę rozglądać po ludziach). MPS to typowa książka z pociągu- ciężka do przełknięcia, czytana na siłę, brudna, i tylko czekać, aż kolejna historia nie rozsypie się jak furgonetka z szachami… Cały czerwiec ją męczyłam i nie dobiłam do ostatniej strony, prędzej sama coś napiszę.
8 Jessica Watson “Prawdziwa odwaga”
Jak myślicie, co robi przeciętny Polak siedzący z rana w pociągu? Odpowiedz brzmi: Patrzy przez okno, jego twarz nie wyraża zbyt wielu emocji, jest zbyt zaspany, aby myśleć o czymkolwiek. A co robię ja? Właśnie przemierzam ocean Atlantycki, podróżuję dookoła świata, przenoszę się w czasie i miejscu, nie myślę o pracy, do której jadę, tylko naprawiam silnik, który znów się zalał. Jak kilka kartek papieru może sprawić, że własnie w tym momencie, tego nudnego poniedziałkowego poranka przeżywam najlepszą z podróży swojego życia? Otóż słowa Jessicy Watson przenoszą mnie do całkiem innego miejsca, sprawiają, że to ja jestem główną bohaterką swojego życia, że spełniam swoje marzenia i robię to na co tak naprawdę mam ochotę. “Prawdziwa odwaga” to jedna y tych książek, które wyciągają człowieka na głębokie wody i z których wracać się nie chce.